Szósta opowieść (Miranda i Dani)
Czy podejmowanie decyzji zbyt pochopnie lub przez nacisk wywierany na nas przez kogoś innego jest dobre? Czy spełniając zachcianki innych, kosztem naszego szczęścia nie jest zabiciem własnych marzeń? W życiu przed każdym z nas stoją różne wybory. Sami wybieramy, którą ścieżką chcemy iść. Tą dobrą czy złą? Jednak mamy prawo do tego, aby samemu ułożyć sobie życie z kimś kogo kochamy.
Stała przed lustrem w śnieżnobiałej sukni i zastanawiała się co dalej? Ma poślubić człowieka, którego nie kocha, a wręcz nienawidzi? A wszystko tylko po to, by uszczęśliwić jej rodziców. Każdą decyzję w jej życiu, rozstrzygają oni. Miranda nigdy nie zaznała szczęścia. Nawet jako mała dziewczynka. Jej rodzice wiecznie pracowali i nigdy nie mieli dla niej czasu. Nigdy nie usłyszała od swojego taty słów "Jesteś moją małą księżniczką". Zawsze chciała to usłyszeć, ale pozostało jej tylko słuchać opowieści jej koleżanek jak ich ojcowie się z nimi bawią i nimi opiekują. Jej mama nigdy nie pomogła jej choćby w głupim wybraniu stroju na imprezę. Czuła się niekochana i zaniedbywana przez rodziców. Jednak to jej rodzice i nigdy nie miała im tego za złe. W pewnym sensie to dzięki nim miała dobre oceny, zdane studia i dobrze płatną pracę. Zawsze zgadzała się na to co oni wymyślą, nawet jeśli to miało dotyczyć jej życia. Ale dziś powiedziała sobie nie. Wydoroślała i dopiero teraz, zauważyła jak bardzo zniszczyli jej marzenia. Czuła, że to musi się zmienić. Nie chciała wychodzić za mąż za człowieka, którego jej wybrali. Ona kochała kogoś innego. Jej ukochany różni się od jej rodziców. Otacza ją miłością, opiekuje się nią i co najważniejsze, pozwala jej samodzielnie podejmować decyzje. Do niedawna byli jeszcze przyjaciółmi, ale wczoraj, dzień przed ślubem on wyznał jej co do niej czuje. Powiedział, że ją kocha i niezależnie od tego co się stanie, nigdy nie przestanie. Znów spojrzała na swoje odbicie w lustrze i próbowała powstrzymać napływające do jej oczu łzy.
-Już czas, kochanie-powiedziała jej matka.
Odwróciła się i spojrzała w jej oczy.
-Jestem z ciebie taka dumna.
-Wiem mamo.
-Kochanie dziś rozpoczniesz życie u boku mężczyzny, którego kochasz.
-Ale mamo, ja go nie kocham.
-Słucham?
-Nie kocham go. To ty i ojciec tak uważacie. Zawsze robicie coś wbrew mojej woli, ale nie tym razem. Jestem dorosła i mam prawo sama podejmować decyzję.
-Dosyć tego! Wyjdziesz za Jacka czy tego chcesz czy nie. Za pięć minut masz stać przed drzwiami kościoła i koniec tematu.
Moja matka wyszła trzaskając drzwiami, a ja zaniosłam się płaczem. Co ja mam teraz zrobić? Przecież ja kocham Daniego. Kocham go ponad wszystko. To dzięki niemu czuję się doceniana i to u jego boku mogę być na prawdę szczęśliwa. Stanęłam w otwartych drzwiach kościoła i spojrzałam przed siebie. Przy ołtarzu stał ksiądz i Jack. Człowiek za którego na pewno nie wyjdę-pomyślałam. Rozbrzmiał marsz mendelsona, a po moim ciele przeszły ciarki. Niewiele myśląc, uniosłam lekko suknię i uciekłam spod kościoła. Biegłam ile sił w nogach, aż w końcu dotarłam do celu. Chłopaki własnie grali na Camp Nou. Nie, nie mieli oni treningu, ale chcieli zrobić wszystko, żeby Alves nie zrobił głupot. Kiedy mnie ujrzeli momentalnie uciszyli się, a mój Dani uśmiechnął się. Już po paru chwilach czułam jak jego ramiona mnie otulają. Odsunęłam się od niego i spojrzałam mu w oczy. Po chwili milczenia, wreszcie wykrztusiłam.
-Kocham cię i to z tobą chcę spędzić resztę mojego życia. Dla ciebie uciekłam z własnego ślubu.
Dani na te słowa zaśmiał się i złączył nasze usta w jedność. Teraz już byłam pewna, że pierwsza i najważniejsza decyzja w moim życiu okazała się trafna.
- Po dosyć długiej przerwie jest nareszcie kolejna opowieść. Miałam totalny brak weny i nawet nie wiedziałam o kim napisać kolejną opowieść. Ale w końcu się udało. Zaczęłam pisać i postanowiłam przeznaczyć historię o uciekającej pannie młodej naszemu tancerzowi. Zapraszam do komentowania i Pozdrawiam ;)
