niedziela, 15 lutego 2015

Opowieść 2 "Wojciech Szczęsny"

Druga opowieść (Iga i Wojtek)
Każdy z nas został stworzony po to, żeby byś szczęśliwym. Ma kochać i być kochanym. Nie trzeba tego udowadniać, bo każdy, kto jest szczęśliwy, nawet przez krótki czas, zdaje sobie sprawę, że jest na dobrej drodze, że idzie w dobrym kierunku. Natomiast każdy, kto popada w smutek, rozpacz, ma świadomość, że idzie złą drogą, podąża w złym kierunku. Jak jednak zachować się, kiedy postawią nam szereg konkretnych pytań, na przykład, jak być optymistą, kiedy popsuła się łazienka, cieknie woda, a jedyny znajomy hydraulik właśnie się upił. Jak być optymistą, kiedy pies zjadł pensję przyniesioną z biura, położoną przez nieuwagę na krześle? W tym miejscu powiem coś, co może wydawać się nie do uwierzenia, bo tak niby naiwne, a jednak to naiwne sprawdziło się wiele razy w naszym życiu i w życiu innych ludzi. Jeżeli jesteśmy w sytuacji beznadziejnej, trzeba się po prostu cieszyć, bo wtedy już nie można liczyć na siebie, ale na niewidzialne ręce, które nami kierują.
Coraz trudniej było jej wstawać. Kiedy rano dzwonił budzik, nie miała sił nawet na to, żeby go wyłączyć. Przykrywała głowę poduszką i walczyła ze łzami, które nieustannie czuła pod powiekami.
"Znów kolejny, beznadziejny, bezwartościowy, bezsensowny dzień. Nigdy nie spotyka mnie nic dobrego. A dlaczego? Bo nie zasługuję nawet na odrobinę szczęścia. Tępaczka. Dlaczego to co, dla innych jest proste, dla mnie jest trudne? Wszyscy dają sobie radę ze wszystkim, tylko ja jedna nie".
Od kilku dni Iga zadręczała się czarnymi myślami. Czuła się coraz gorzej. Z dnia na dzień wstanie z łóżka było coraz trudniejsze. Nie widziała żadnego powodu, dla którego tak marnie czuje się fizycznie, ale kilka razy dziennie sprawdzała, czy na pewno nie ma na szyi obroży, bo wyraźnie czuła jej ucisk. Ubranie się i zadbanie, żeby wszystko było założone na prawą stronę, wydawało jej się równie trudne, jak przepłynięcie oceanu. Dotarła do szkoły. Na dźwięk panującego tu gwaru odrzuciło ją od wejścia, ale tłum uczniów po prostu przepchnął ją do szatni. Dzień był nawet niezły, gdyby nie to, że na żadnej lekcji nie udało jej się wyjąć z torby zeszytu. Skulona i pogrążona w swoich myślach, przesiedziała sześć lekcji. Nie mogła znieść ludzi wokół siebie, więc do szatni zeszła ostatnia. Zobaczyła na korytarzu, że ktoś macha do niej ręką. Odruchowa chciała odwzajemnić gest, ale okazało się to za trudne. Nawet nie skojarzyła, że to Arek. Ciężko oparła się o kratę w szatni. Zamknęła oczy i nie pierwszy raz już pomyślała:
"Jak cudownie byłoby zniknąć".
Jej kurtki nigdzie nie było. Zmieniła buty i wyjrzała przez okno. Wiało, a na niebie wisiały owiane, niemal czarne chmury. Chciało jej się płakać.
"Gdyby Wojtek po mnie przyszedł...-pomyślała.-Ale nie przyjdzie".
Wczoraj się z nim widziała. Połykając łzy, powiedziała mu, że panicznie boi się, sama nie wie czego. Nie ma do kogo ust otworzyć w tej szkole i w ogóle, najbardziej chciałaby zniknąć. Ale Wojtek teraz pasjonował się piłką. Był po treningu, podczas którego zdystansował wszystkich kolegów i biła od niego energia. Chciał iść do kina. Chciał, żeby Iga doceniła go, zachwyciła się tym, jak szybko robi postępy i jaki jest wspaniały. W końcu, najdelikatniej jak mógł, powiedział Idze, że on nie umie, nie wie, jak jej pomóc. On chce korzystać z życia. Nie nadaje się do pocieszania i płaczów. A ona najlepiej zrobi, jak weźmie się w garść, przestanie się mazać, bo szkoda na to życia i pójdzie z nim do kina. Kiedy Iga ukryła twarz w dłoniach i zaczęła bezgłośnie płakać, Wojtek położył jej rękę na ramieniu i powiedział:
-Jesteś bardzo fajna, Iga, ale... nie gniewaj się... ja... ja tak nie umiem. Jak się poznawaliśmy, to byłaś inna. Ja nie umiem... No, trzymaj się. Wszystko będzie dobrze. Myśl pozytywnie!
Dopiero teraz do niej dotarło, że nie ma już chłopaka. A przynajmniej on nie chce jej z tymi wszystkimi problemami. Pewnie, nawet ona wolała siebie szczęśliwszą i zawsze uśmiechniętą. Taką ją poznał. Tylko taką chciał mieć.
"To przeze mnie wszystko się rozlatuje. Czy to moja wina, że nie potrafię znaleźć w sobie tego dawnego uśmiechu? Tak, to moja wina. Nie umiem wziąć się w garść. Niczego nie umiem". Zaczęło lać. Ogromne krople bębniły o chodnik. Iga stanęła w drzwiach szkoły. Spojrzała w niebo i pozwoliła, żeby krople zaatakowały jej powieki, usta, nos.
"Teraz jest dobry moment na płacz"-pomyślała i chciała się roześmiać, ale nie mogła zmusić warg, żeby się rozciągnęły. Nawet to okazało się zbyt trudne.
  • W takim razie jest już i druga opowieść. Jak widać nie każde muszą się dobrze kończyć. To zależy od mojego kaprysu. Następną postaram się równie dodać tak szybko jak tą. Komentować i Pozdrawiam ;)



1 komentarz:

  1. Ojej, smutne. Aż mi sie płakać chciało czytając. Żal mi Igi, bardzo. Szkoda, że Wojtek ją zostawił. Czekam na następna opowieść i pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń